Uwaga!

czwartek, 26 czerwca 2014

Rozdział 1

Jeden krok w zwolnionym tempie, wstrzymane powietrze. Zagubionym wzrokiem szukałam swojego celu. Pierwszy dzień w nowym miejscu, które doskonale znałam. Dziesiątki młodych ludzi błądziło po korytarzu z większą precyzją niż mogłabym sobie teraz wyobrazić. Wskazującym palcem zaczęłam kreślić linie po niebieskich szafkach zatrzymując się na swoim numerku. Kilka razy powtórzyłam w głowie układ cyferek zanim  ułożyłam je w całość. Starannie poukładałam książki zabierając tylko dwie. Zwinnym ruchem zatrzasnęłam metalowe drzwiczki i zarzucając włosy na tył odwróciłam się. Przymknęłam lekko oczy zaciągając się nieświeżym powietrzem, a przez moją głowę przeleciał jedynie obraz kolorowej karteczki na moim oknie. „Bądź silna!”

***
Tępy dźwięk  przeszył całe moje ciało. Szybko wyjęłam z kieszeni plan lekcji, który wręczyła mi przed chwilą sekretarka i ruszyłam przed siebie dokładnie skanując numerki na drzwiach ,124 – mój cel. Szybko omijając pojedyncze ławki zawędrowałam w róg sali uciekając od wszystkich ciekawskich spojrzeń. Zajęłam wolne miejsce i nerwowo stukałam ołówkiem o drewnianą powłokę. Coraz więcej ludzi schodziło się do malutkiego pomieszczenia. Dokładnie przyglądałam się każdemu z osoba starając przypomnieć sobie jego imię. Grace, Hope, Dean, Stiles … szybko uciekłam wzrokiem wbijając go w otworzoną już książkę. Tak znajoma twarz obudziła we mnie wszystkie wspomnienia. Kiedyś byliśmy nierozłączni -najlepsi przyjaciele, a teraz jakby całkiem obcy sobie ludzie. Stukot obcasów rozległ się po całej sali, gdy do środka weszła nauczycielka. Ciemnowłosa kobieta ruszyła wolną przestrzenią pomiędzy ławkami budząc we mnie dziwne uczucie. W pewnym momencie stukanie ucichło, lekko podniosłam głowę i spotkałam się z jej lodowatym spojrzeniem.  Zmarszczyłam lekko brwi, a ona ruszyła dalej mamrocząc coś pod nosem. Odgarnęłam opadające kosmyki włosów z oczu i wbiłam wzrok w tablicę. Nowa nauczycielka nie robiła na mnie dobrego wrażenia, całą lekcje posyłała mi wymowne spojrzenia. Niedługo potem dzwonek był wybawieniem od męczącej mnie atmosfery. Szybko zgarnęłam swoje rzeczy i szybkim krokiem ruszyłam do wyjścia.
- Jo, zaczekaj.- usłyszałam stanowczy głos nauczycielki. Przewróciłam teatralnie oczami i szybko się odkręciłam. Kiwnęłam lekko głową w geście, że słucham.
- Któremu Alfie pomagasz, Derekowi? – zapytała unosząc się lekko do góry i rękami podpierając o biurko.
Uniosłam lekko jedną brew do góry i szybko wyszłam. Szłam korytarzem całkowicie oszołomiona rozmową z kobietą, kto to Derek? Założyłam kosmyk włosów za ucho i łapiąc za mała wodę w jadalni usiadłam przy wolnym stoliku.
- Jo ! Serio wróciłaś, myślałam że Stiles kłamie.– usłyszałam piskliwy głos i po chwili poczułam mocny uścisk od tyłu.
- Cześć Lydia. – uśmiechnęłam się i odsunęłam krzesło obok siebie zachęcając zajęcia miejsca. – Rozmawiacie ze sobą ? – dodałam lekko oszołomiona.
-Sporo się tutaj zmieniło. – złapała mnie lekko za dłoń i posłała cierpki uśmiech. – Idę coś zjeść. – szybko rzuciła i odeszła w stronę lady.
- Nie da się nie zauważyć. – powiedziałam szeptem już sama do siebie. Wyjęłam telefon z kieszeni i kładąc go na stoliku zalogowałam się na facebooka. Szybko wpisałam w wyszukiwarkę imię Derek i zaczęłam przeglądać osoby z interesującym mnie imieniem. Nie znalazłam nikogo o takich danych mieszkającego w pobliżu. Jak normalna osoba może nie mieć konta  na tym portalu? Szybkim ruchem wsunęłam telefon do kieszeni i rzucając butelkę do kosza ruszyłam na kolejne zajęcia.
***
Wsiadłam na rower i wolnym tempem jechałam przez okolice bacznie obserwując całe otoczenie. Niewiele się zmieniło, dalej doskonale znałam każdy zakamarek tego miasta. Cały czas w mojej głowie błądziło imię Derek i dziwne uczucie które towarzyszyło mi przy rozmowie z nauczycielką. Zatrzymałam się przed kliniką, oparłam rower o mur i weszłam do środka.
- Dzień dobry. – powiedziałam pytająco starając się kogoś przywołać.
- Witaj Jo, odwiedzasz starego przyjaciela? – odezwał się doktor uchylając drzwi.
- Właściwie to mam pytanie. Niewielu mam już tu przyjaciół, a myślę że pan zna to miasto bardzo dobrze. Mieszka tu ktoś imieniu Derek? – zapytałam nieśmiało, a mężczyzna spojrzał na mnie zakłopotany. Po dłuższej ciszy usłyszałam skrzypnięcie drzwi w których pojawił się Scott, cały czas skanował nas wzorkiem.
- Właściwie to nie ważne, pewnie nawet nikt taki nie istnieje. – powiedziałam lekko się jąkając. Miny moich towarzyszy nie dodawały mi odwagi. Odchrząknęłam i ruszyłam w stronę wyjścia.
- Do widzenia. – rzuciłam i szybko wymknęłam się z pomieszczenia. Złapałam za rączkę roweru i oszołomiona całą zaczęłam prowadzić rower cały czas myśląc o zdziwieniu doktora.
- Jo, zaczekaj! – usłyszałam śledzący mnie krzyk. Szybko się odwróciłam, a moje włosy falą powędrowały na tył. Scott biegł za mną omijając przechodniów.
- Gdzie słyszałaś to imię? – zapytał gdy był w pozwalającej na to odległości.
- Pani Blake mnie o niego pytała. Wspominała, że to jakiś alfa. – mówiłam kręcąc z niedowierzaniem głową. – To jakieś głupoty, zapomnij. – uśmiechnęłam się do niego wsiadając powoli na rower. Chłopak kiwną głową i odwracając się ruszył w swoją stronę. Dystans pomiędzy nami był okropny, jego zachowanie ani trochę nie przypomniało tego z przed kilku lat. Jednak rozumiem go, zerwanie przez sms’a nie było zbyt miłym zakończeniem związku i znajomości. Kolejnym przystankiem był cmentarz. Wcześniej nie rozumiałam dlaczego mama zdecydowała się zorganizować tutaj pogrzeb taty, lecz teraz nawet taka jego obecność dodawała mi otuchy. Podeszłam do tabliczki i przykucając  zaczęłam jeździć dłonią po wygrawerowanym imieniu. Nagle poczułam zimną kroplę na moim policzku. Uniosłam lekko głowę, ciemna chmura coraz bardziej roztaczała się na niebie. W błyskawicznym tempie poderwałam się do góry, a mój wzrok przykuła sylwetka stojąca daleko w lesie. Kobieta była ubrana na czarno i tępo wpatrywała się we mnie. Odwróciłam się i szybkim krokiem ruszyłam  przed siebie, po chwili spojrzałam w tył, kobieta ani drgnęła. Jej zachowanie zaczęło mnie coraz bardziej przerażać, zaczęłam biec i wskakując na rower szybko ruszyłam w stronę domu. Prawie cała mokra wpadłam do pomieszczenia i zakluczyłam za sobą drzwi.
- Co się stało? – zapytała mama, gdy zauważyłam mnie tak przestraszoną.
- Miałam dziś naprawdę dziwny dzień.- wymamrotałam zdejmując buty i lekko się przy tym chwiejąc.

- Idź się przebrać i wszystko mi opowiesz przy obiedzie. – kobieta posłała mi ciepły uśmiech i wróciła do kuchni. Od razu powędrowałam do łazienki i zabierając ręcznik ruszyłam do swojego pokoju. Szybko się wytarłam i przebrałam w luźniejsze ubranie. Zatrzymałam się przy oknie szczotkując włosy, po drugiej stronie ulicy stała ta sama kobieta co na cmentarzu. Teraz widziałam ją dokładnie, była młoda, miała ciemne włosy i śniadą cerę. W ręku trzymała karteczkę którą zaczęła rozpaczliwie drzeć cały czas przeszywając mnie wzrokiem. Szybko zaczęłam szukać mojego zapisku, który wczoraj przykleiłam na szybę. Nie znalazłam go, zasłoniłam okna i opadłam na pogodę. Przeklęte miasto. 
___________________________________
Po długim odstępie czasu od prologu jest 1 rozdział. Jakoś kompletnie nie miałam weny i ani pomysłu na opisanie na tego co miałam w głowie. Czasami było tak, że jednego dnia mogłam napisać jedynie 2 czy 3 zdania. Mam nadzieje, że chociaż troszeczkę wam się spodoba. 
Miłego dnia :) 

niedziela, 1 czerwca 2014

Prolog

Stojąc w tym miejscu zastanawiasz się ile jeszcze życie sprawi ci bólu, ile będziesz musiał wytrzymać by zaznać choć odrobinę szczęścia. Wydawało mi się, że jestem silną osobą, tym razem jednak moje życie zatrzęsło się zbyt mocno. Straciłam równowagę, którą jak mam nadzieję odzyskam w nowym mieście.  Dokładnie oplatałam rękami tekturowe pudełko, chropowate zakończenia drażniły moje opuszki pozostawiając na nich zaczerwienione linie. Tępo wpatrywałam się w mały domek, który miał być moim nowym światem. Mocno stuknęłam obcasem o chodnik i przejechałam językiem po suchych ustach.
- To ostatni raz, obiecuję. – słowa mamy odbiły się echem w mojej głowie. Tym razem wierzyłam. Śmierć taty przywiodła nas do miasta które kiedyś przez niego opuściliśmy. Beacon Hills – wspomnienia z dzieciństwa. Tym razem czułam jedynie strach.

***
- Jo… a co ze Scott'em? Wie, że wracasz? – Erin wskoczyła bezceremonialnie na moje łóżko. Cholera… Stojąc tyłem miałam pełne pole do popisu by teatralnie wywrócić oczami. Nie odpowiedziałam. Zaczęłam przeglądać spakowane wcześniej rzeczy. Kilka pluszaków, stare pamiętniki i zakurzone figurki.
-Głucha jesteś? – blondynka ubiegając się o moją uwagę, rzuciła mnie jedną z poduszek spoczywających obok jej głowy.  

- Nie mamy kontaktu od dawna. – odwróciłam się i posyłając wymowne spojrzenie dałam jej do zrozumienia, że tutaj nasza rozmowa się kończy. Dziewczyna fuknęła z dezaprobatą i opuściła mój pokój. Zrezygnowana opadłam na włochaty dywan i zaczęłam się bawić jego długimi warkoczykami. Sięgnęłam do jednej z kieszeni i wydostałam telefon, rutynowo przejechałam palcem po ekranie i zaczęłam przeglądać kontakty. Scott, Stiles … dalej byli na mojej liście. Szybko odłożyłam komórkę i odgarnęłam niesforne kosmyki z czoła zakładając je za ucho. Pokręciłam kilka razy głową z dezaprobatą na swój pomysł. Nie mogę tak po prostu zadzwonić, już nie należę do ich świata. Szybko dźwignęłam się do góry i pewnym krokiem ruszyłam do okna odgarniając jedną z śnieżnobiałych firanek. Zawiesiłam swój wzrok na horyzoncie, wpatrując się tępo w rozciągającą się przed mną przestrzeń. Jedną ręka złapałam za kolorowe karteczki leżące na parapecie. Szybko znalazłam długopis i jedyne co dałam rade zanotować to „Bądź silna !’’ Odkleiłam karteczkę i z impetem przykleiłam ją na szybie.
__________________
__________
Niezbyt obszerny prolog, ale wszystko co ważne na początku starałam się w nim zawrzeć. Jestem świadoma, że blogi o serialach nie cieszą się taką sławą jak opowiadania o gwiazdach. Nie oczekuje dlatego, że będzie odwiedzało tego bloga sporo ludzi , nie wspominając już o bardzo wyczerpujuących was komentarzach. haha.
Dzięki za uwagę, enjoy ! ; )