Jeden krok w zwolnionym tempie, wstrzymane powietrze.
Zagubionym wzrokiem szukałam swojego celu. Pierwszy dzień w nowym miejscu,
które doskonale znałam. Dziesiątki młodych ludzi błądziło po korytarzu z
większą precyzją niż mogłabym sobie teraz wyobrazić. Wskazującym palcem
zaczęłam kreślić linie po niebieskich szafkach zatrzymując się na swoim
numerku. Kilka razy powtórzyłam w głowie układ cyferek zanim ułożyłam je w całość. Starannie poukładałam
książki zabierając tylko dwie. Zwinnym ruchem zatrzasnęłam metalowe drzwiczki i
zarzucając włosy na tył odwróciłam się. Przymknęłam lekko oczy zaciągając się nieświeżym
powietrzem, a przez moją głowę przeleciał jedynie obraz kolorowej karteczki na
moim oknie. „Bądź silna!”
***
Tępy dźwięk przeszył
całe moje ciało. Szybko wyjęłam z kieszeni plan lekcji, który wręczyła mi przed
chwilą sekretarka i ruszyłam przed siebie dokładnie skanując numerki na drzwiach
,124 – mój cel. Szybko omijając pojedyncze ławki zawędrowałam w róg sali uciekając
od wszystkich ciekawskich spojrzeń. Zajęłam wolne miejsce i nerwowo stukałam
ołówkiem o drewnianą powłokę. Coraz więcej ludzi schodziło się do malutkiego
pomieszczenia. Dokładnie przyglądałam się każdemu z osoba starając przypomnieć
sobie jego imię. Grace, Hope, Dean, Stiles … szybko uciekłam wzrokiem wbijając
go w otworzoną już książkę. Tak znajoma twarz obudziła we mnie wszystkie
wspomnienia. Kiedyś byliśmy nierozłączni -najlepsi przyjaciele, a teraz jakby
całkiem obcy sobie ludzie. Stukot obcasów rozległ się po całej sali, gdy do
środka weszła nauczycielka. Ciemnowłosa kobieta ruszyła wolną przestrzenią
pomiędzy ławkami budząc we mnie dziwne uczucie. W pewnym momencie stukanie
ucichło, lekko podniosłam głowę i spotkałam się z jej lodowatym spojrzeniem. Zmarszczyłam lekko brwi, a ona ruszyła dalej
mamrocząc coś pod nosem. Odgarnęłam opadające kosmyki włosów z oczu i wbiłam
wzrok w tablicę. Nowa nauczycielka nie robiła na mnie dobrego wrażenia, całą
lekcje posyłała mi wymowne spojrzenia. Niedługo potem dzwonek był wybawieniem od
męczącej mnie atmosfery. Szybko zgarnęłam swoje rzeczy i szybkim krokiem
ruszyłam do wyjścia.
- Jo, zaczekaj.- usłyszałam stanowczy głos nauczycielki.
Przewróciłam teatralnie oczami i szybko się odkręciłam. Kiwnęłam lekko głową w
geście, że słucham.
- Któremu Alfie pomagasz,
Derekowi? – zapytała unosząc się lekko do góry i rękami podpierając o biurko.
Uniosłam lekko jedną brew do
góry i szybko wyszłam. Szłam korytarzem całkowicie oszołomiona rozmową z
kobietą, kto to Derek? Założyłam kosmyk włosów za ucho i łapiąc za mała wodę w
jadalni usiadłam przy wolnym stoliku.
- Jo ! Serio wróciłaś, myślałam
że Stiles kłamie.– usłyszałam piskliwy głos i po chwili poczułam mocny uścisk
od tyłu.
- Cześć Lydia. – uśmiechnęłam
się i odsunęłam krzesło obok siebie zachęcając zajęcia miejsca. – Rozmawiacie
ze sobą ? – dodałam lekko oszołomiona.
-Sporo się tutaj zmieniło. –
złapała mnie lekko za dłoń i posłała cierpki uśmiech. – Idę coś zjeść. – szybko
rzuciła i odeszła w stronę lady.
- Nie da się nie zauważyć. –
powiedziałam szeptem już sama do siebie. Wyjęłam telefon z kieszeni i kładąc go
na stoliku zalogowałam się na facebooka. Szybko wpisałam w wyszukiwarkę imię
Derek i zaczęłam przeglądać osoby z interesującym mnie imieniem. Nie znalazłam
nikogo o takich danych mieszkającego w pobliżu. Jak normalna osoba może nie
mieć konta na tym portalu? Szybkim
ruchem wsunęłam telefon do kieszeni i rzucając butelkę do kosza ruszyłam na
kolejne zajęcia.
***
Wsiadłam na rower i wolnym tempem
jechałam przez okolice bacznie obserwując całe otoczenie. Niewiele się
zmieniło, dalej doskonale znałam każdy zakamarek tego miasta. Cały czas w mojej
głowie błądziło imię Derek i dziwne uczucie które towarzyszyło mi przy rozmowie
z nauczycielką. Zatrzymałam się przed kliniką, oparłam rower o mur i weszłam do
środka.
- Dzień dobry. – powiedziałam
pytająco starając się kogoś przywołać.
- Witaj Jo, odwiedzasz starego
przyjaciela? – odezwał się doktor uchylając drzwi.
- Właściwie to mam pytanie.
Niewielu mam już tu przyjaciół, a myślę że pan zna to miasto bardzo dobrze.
Mieszka tu ktoś imieniu Derek? – zapytałam nieśmiało, a mężczyzna spojrzał na
mnie zakłopotany. Po dłuższej ciszy usłyszałam skrzypnięcie drzwi w których
pojawił się Scott, cały czas skanował nas wzorkiem.
- Właściwie to nie ważne,
pewnie nawet nikt taki nie istnieje. – powiedziałam lekko się jąkając. Miny
moich towarzyszy nie dodawały mi odwagi. Odchrząknęłam i ruszyłam w stronę
wyjścia.
- Do widzenia. – rzuciłam i
szybko wymknęłam się z pomieszczenia. Złapałam za rączkę roweru i oszołomiona całą
zaczęłam prowadzić rower cały czas myśląc o zdziwieniu doktora.
- Jo, zaczekaj! – usłyszałam
śledzący mnie krzyk. Szybko się odwróciłam, a moje włosy falą powędrowały na tył.
Scott biegł za mną omijając przechodniów.
- Gdzie słyszałaś to imię? –
zapytał gdy był w pozwalającej na to odległości.
- Pani Blake mnie o niego
pytała. Wspominała, że to jakiś alfa. – mówiłam kręcąc z niedowierzaniem głową.
– To jakieś głupoty, zapomnij. – uśmiechnęłam się do niego wsiadając powoli na
rower. Chłopak kiwną głową i odwracając się ruszył w swoją stronę. Dystans
pomiędzy nami był okropny, jego zachowanie ani trochę nie przypomniało tego z
przed kilku lat. Jednak rozumiem go, zerwanie przez sms’a nie było zbyt miłym
zakończeniem związku i znajomości. Kolejnym przystankiem był cmentarz.
Wcześniej nie rozumiałam dlaczego mama zdecydowała się zorganizować tutaj
pogrzeb taty, lecz teraz nawet taka jego obecność dodawała mi otuchy. Podeszłam
do tabliczki i przykucając zaczęłam jeździć
dłonią po wygrawerowanym imieniu. Nagle poczułam zimną kroplę na moim policzku.
Uniosłam lekko głowę, ciemna chmura coraz bardziej roztaczała się na niebie. W
błyskawicznym tempie poderwałam się do góry, a mój wzrok przykuła sylwetka
stojąca daleko w lesie. Kobieta była ubrana na czarno i tępo wpatrywała się we
mnie. Odwróciłam się i szybkim krokiem ruszyłam
przed siebie, po chwili spojrzałam w tył, kobieta ani drgnęła. Jej
zachowanie zaczęło mnie coraz bardziej przerażać, zaczęłam biec i wskakując na
rower szybko ruszyłam w stronę domu. Prawie cała mokra wpadłam do pomieszczenia
i zakluczyłam za sobą drzwi.
- Co się stało? – zapytała mama,
gdy zauważyłam mnie tak przestraszoną.
- Miałam dziś naprawdę dziwny
dzień.- wymamrotałam zdejmując buty i lekko się przy tym chwiejąc.
- Idź się przebrać i wszystko
mi opowiesz przy obiedzie. – kobieta posłała mi ciepły uśmiech i wróciła do
kuchni. Od razu powędrowałam do łazienki i zabierając ręcznik ruszyłam do
swojego pokoju. Szybko się wytarłam i przebrałam w luźniejsze ubranie. Zatrzymałam
się przy oknie szczotkując włosy, po drugiej stronie ulicy stała ta sama
kobieta co na cmentarzu. Teraz widziałam ją dokładnie, była młoda, miała ciemne
włosy i śniadą cerę. W ręku trzymała karteczkę którą zaczęła rozpaczliwie drzeć
cały czas przeszywając mnie wzrokiem. Szybko zaczęłam szukać mojego zapisku, który
wczoraj przykleiłam na szybę. Nie znalazłam go, zasłoniłam okna i opadłam na pogodę.
Przeklęte miasto.
___________________________________
Po długim odstępie czasu od prologu jest 1 rozdział. Jakoś kompletnie nie miałam weny i ani pomysłu na opisanie na tego co miałam w głowie. Czasami było tak, że jednego dnia mogłam napisać jedynie 2 czy 3 zdania. Mam nadzieje, że chociaż troszeczkę wam się spodoba.
Miłego dnia :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz